2007-11-04 19:14:01 >>

What else?



Kucie is my life. Hmmm... raczej nie. Nie umiem kuć pomimo szczerych chęci. a efekty jakie?? raz się uda a raz nie, płakać z tego powodu nie będę.

Była impreza. Znalazłam się na niej w iście przypadkowy sposób. Znajomy poznany na innej potupajce mnie zaprosił na imprezę do akademika, którą organizował jego kumpel. No ok, pójść mogę, zawsze można się zmyć. Wchodzę, cholera, nikogo nie znam. Nawet nie bardzo jest się do kogo odezwać bo to sami humaniści i gadają o jakichś swoich uczelnianych problemach [sic!]. Siedzę, sączę drinka zajęta swoimi myślami. Wchodzi on. Początkowo nawet go nie zauważyłam, ale kiedy już się to stało to nie mogłam oderwać wzroku. Jak mało kiedy-było na co, a raczej na kogo, popatrzeć. Wysoki, zgrabne, lekko umięśnione ciało, ciemniejsza karnacja, czekoladowe lśniąe włosy, gładka cera... Ciężko było mi opanować targające mną emocje. Wyglądał powalająco. I był tego świadomy. Brylował między napalonymi laskami gotowymi skoczyć w ogień na jego skinienie. Z racji tego, że tłoku nie lubię, wyszłam do kuchni zapalić. Palę sobie wychylona przez okno aż tu nagle z zadumy wyrywa mnie banalne zdanie 'masz może poczęstować papierosem?'. Odruchowo sięgnęłam do torebki i w momencie gdy się odwróciłam - zamarłam. Był ostatnią osobą, której bym się tutaj spodziewała. Palenie jednak nie zawsze szkodzi. Drzwi od kuchni zablokowane były na dobrą godzinę... A w tym tygodniu znowu mamy się spotkać.


skomentuj (0)