2006-09-25 22:55:33 >> Cause she's eveything I'm not...Praktycznie juz po wakacjach. Mijały różnie - wzloty przeplatane upadkami. Zyskałam wielu przyjaciół i wiele się nauczyłam o ludziach, o życiu, o samej sobie. Zdarzył się przelotny, tygodniowy romans. Było naprawdę miło, do tej pory pozostajemy w przyjacielskich stosunkach ;) Zdarzyło się też coś z większego porywu serca. Z początku byłam nieufna, jak nigdy. W momencie, gdy dałam się oswoić, dostałam nożem prosto w serce... Dosłownie bratnia dusza. Podobne poglądy, wiele podobnych przeżyć i doświadczeń, nawet podobnej muzyki słuchamy... Zeszły tydzień minął pod znakiem słodkich pocałunków, splecionych dłoni, czułch objęć, szczerych i długich rozmów. Usłyszałam wiele pięknych słow. Za wiele. Może gdyby nie to, że w końcu w nie uwierzyłam, to bym tak teraz nie przeżywała tego wszystkiego. Kto normalny wraca do byłej, która zdradzała i zdradza dalej? Chyba nikt... a On jednak wrócił. Może bym to zrozumiała, gdyby była jakaś piękna - nie jest. Jest bardziej niż przeciętna. Może, gdyby była wspaniała z charakteru, nieziemsko inteligentna czy coś - też nie jest. Nawet chyba nie tyle zabolał mnie sam fakt, że wyszło jak wyszło, co raczej sposób w jaki to się stało i do kogo poleciał... To mi najzwyczajniej w świecie uwłacza jako przedstawicielce płci pięknej. skomentuj (0) |
|
|||||||